01/06/2015
Kiedy byłem dzieckiem, a było to już jakiś czas temu, częstym sposobem spędzania wolne-go czasu były wymyślane zabawy na świeżym powietrzu. Jednym z moich ulubionych miejsc był niewielki strumyk ciągnący się przez całe osiedle. W jego najbliższym są-siedztwie powstawały tajne bazy i kryjówki, tam też rosły drzewa na które można było się wspinać, spełniające rolę punktów obserwacyjnych. Najważniejsza jednak była woda i wszystko co się w niej kryło. O nudzie nie było mowy!

Strumyk był płytki i niezbyt szeroki, a woda w porze letniej przyjemnie ciepła. Śmiało więc można było wchodzić do wody, uprzednio zdejmując buty i rozpoczynać poszukiwanie życia, które tętniło wśród roślin, w wodzie, na brzegu, pod kamieniami i w piasku na dnie strumyka. Przed wejściem do wody często słyszałem plusk żaby, bądź ropuchy, która wystraszona moją osobą próbowała szybko uciec. W wodzie zaś znależć można było skrzek, złożone właśnie jajeczka z których wykluwały się kijanki. Powszechnie występowały małże, ślimaki, małe ryby oraz dobrze kryjące się mniejsze organizmy, owady jak chrząszcze wodne, czy larwy ważek, kiełże czyli drobne skorupiaki oraz nierzadko przyczepiające się do nóg pijawki. 

W tym czasie nie miałem bladego pojęcia o prawdziwym znaczeniu słowa ekologia, czyli nauce o wzajemnych zależnościach pomiędzy organizmami żywymi a otaczającym środowiskiem. Nie mając pojęcia o ekologii byłem nią nieświadomie zafascynowany, podglądałem, obserwowałem, robiłem pierwsze doświadczenia, a to wszystko za sprawą małego strumyka płynącego poprzez duże osiedle wysokich wieżowców. Niestety, takie miejsca znikają z map w szybkim tempie z powodu zamiłowania człowieka do porządkowania, m. in. regulowania czy betonowania, otaczającego środowiska.


Lech Kotwicki






inne wszystkie
dzieje się nie przegap galeria najpopularniejsze
Projekt: minds up